Harvey Moscot (4. pokolenie) i Zack Moscot (5. pokolenie) opowiadają, jak dziedzictwo MOSCOT trwa już ponad 100 lat — obejrzyj i przeczytaj ich szczery dialog poniżej!
ZM: Mój ojciec zawsze mówi: „Pierwszą rzeczą, którą widzisz na czyjejś twarzy, jest para glasses”. Nie widzisz najpierw czyichś butów, możesz nie zauważyć spodni, ale glasses naprawdę opowiadają story, mówią, kim ktoś jest i jaką story chce przekazać.
ZM: Downtown Lower East Side jest bardzo ważną częścią tego, kim jesteśmy, a nasza estetyka i kultura to główny powód, dla którego nasza marka wygląda i czuje się tak, a nie inaczej. Poprzez design i nasze dziedzictwo zawsze wplatamy elementy naszej przeszłości i to w dużej mierze definiuje nas. Nigdy nie chcemy zapomnieć, skąd pochodzimy i dlaczego jesteśmy tu dzisiaj.
HM: Nie gonimy za trendami — tak jak za dobrą parą dżinsów czy białą koszulką. Zapewniamy też usługę i nie mogę wystarczająco podkreślić, jak ważne było to dla mojego taty i dziadka, by doświadczenie przychodzenia do MOSCOT było niezapomniane. To nigdy nie było tylko kupowanie glasses. To było wyjątkowe doświadczenie, które się pamięta i poznawanie naszych klientów.
HM: Pracowałem w MOSCOT przez całe nastoletnie lata, zarabiając na piwo na weekendy. Moje pragnienie pomagania ludziom i kontaktu z publicznością ukształtowało się więc bardzo wcześnie. Połączenie opieki zdrowotnej i mody zawsze mnie fascynowało. To jedna z dziedzin, która naprawdę łączy te dwie dziedziny.
ZM: Pamiętam, jak mówiłem mamie, że nie chcę dołączyć do rodzinnego biznesu, ale z wiekiem odkryłem swoją pasję do produktu i byłem naprawdę zafascynowany, jak różne projekty mogą zmieniać to, jak ktoś się czuje i tę emocjonalną więź, nie tylko z naszą historią, ale także jak oprawka MOSCOT może przekraczać różne kultury i co ta oprawka oznacza. To było coś więcej niż para glasses; to był kawałek downtown Nowego Jorku i kawałek naszej historii, z którym emocjonalnie się łączyłem.
HM: Kiedy przenieśliśmy się na drugą stronę ulicy po 78 latach po drugiej stronie Delancey Street, żeby dostać się do naszego sklepu, trzeba było wejść po ikonicznych schodach. Postanowiliśmy je przenieść i odtworzyć tutaj, w nowej przestrzeni. Takich znaków już się nie robi.
HM: To są nasze oryginalne tace, na których przez ostatnie 70 lat prezentowaliśmy nasze oprawki.
HM: Nazywamy je tronami MOSCOT. Prawdopodobnie zostały zakupione w latach 40., ale przetrwały próbę czasu.
ZM: Używam tego portretu jako przypomnienia, jak zaczynaliśmy. Wiesz, skąd pochodzimy, zawsze pamiętając, że zaczęliśmy jako imigranci ponad sto lat temu, a dziś jesteśmy tu, pięć pokoleń później.
HM: Mój pradziadek, Hyman Moscot, na którego jestem nazwany, przybył do tego kraju w 1899 roku, uciekając przed prześladowaniami w Europie Wschodniej. Przeszedł przez Ellis Island, a wszyscy imigranci osiedlili się tutaj, na Lower East Side, gdzie się urodziliśmy. Założył swój biznes — był optykiem z dawnego kraju. Jedyne, co potrafił, to sprzedawać glasses. Nie mówił wtedy nawet po angielsku. Sprzedawał glasses z wózka, który jest dziś naszym logo.
HM: Naprawdę nie wiesz, dokąd zmierzasz, jeśli nie wiesz, skąd pochodzisz. Widzieć mojego syna codziennie to dar. Praca jest przyjemnością. Kochamy to, co robimy, ludzi, których spotykamy, współpracowników. Nasza kreatywna pasja jest niemal nieograniczona. Nie czuję, by ten ogień gasł.
ZM: Uwielbiamy opowiadać story naszej marki, pokoleń MOSCOT. W pewnym momencie będę mógł przekazać pałeczkę kolejnemu pokoleniu.
HM: Tak, chciałbym być pierwszy, który dowie się o tym 6te pokoleniu, swoją drogą.
ZM: Masz to!
HM: To duma i dziedzictwo. Jak mówiłem, wiele pokoleń nas poprzedzało i mamy nadzieję, że patrzą na nas z uznaniem i czują się dobrze z tym, co robimy.
Przeczytaj więcej o Moscotach tutaj.